H2O Wystarczy Kropla Wody

Temat: Qrczaq - mój dziennik
"Tanczysz zajebiscie!" - czyli jak na studniowce zbydowalem mega wysoką wartość.
Ok, zostałem zaproszony na studniowkę. Godzina 18 30 - mam byc u niej. Spoznienie! jestem 18 45! Yeah dobre wrazenie na wejsciu! jej rodzice czekaja! ale... Mam niespodzianke ; ) Kupilem jej kwiaty i pogadalem z jej ojcem, ze nie ma sie o co martwic ze idzie ze mna - 100% kultrury i pewnosci siebie.

o 19 jestesmy na miejscu. Poznaje jej ludzi, Ona cały czas martwi sie polonezem. Ja ja pocieszam. Smiechy przy stoliku, ja udzielam sie towarzysko - chce wszystkim pokazac z jakim fajnym gosciem przyszła (zwlaszcza ze nie znalem nikogo, musialem sie szybko zbudowac). Po polonezie o 20:30 bylem mistrzem srodowiska, gadalem ze wszystkimi, wszyscy polewali mi alkohol (oczywiscie nie zrobilem bydla, i nie upilem sie, ba! nawet nie bylem lekko wstawiony : ) )

Kluczowy moment . Przed studniowka powiedzialem ze skonczylem 8 poziom tanca towarzyskiego. W sumie uwazam ze swietnie tancze (serio...) ale moja partnerka... bala sie troche tego. Mialem zbudowana wartosc, i mozna powiedziec ze... uczylem ja tanczyc. Ale bawilismy sie swietnie! podczas tanca duzo erotycznego dotyku, całusy (nie dala sie w usta - pozniej powiem dlaczego) - generalnie, ciagle bylismy bardzo, bardzo blisko siebie.

Ale!
Jeden koles - zpiepszył jej studniowke. Dres, chorobliwie zakochany, w ogole sie nie bawil, ciagle przy stoliku pił wodke. Chyba mojej partnerce zrobilo sie go zal i pooszła do niego - no ok. Czemu mam sie wkurzac. Siedzą tak z 10 min, fajna piosenka akurat została puszczona wiec ide tam. Podchodzę do Edytki i mowie na ucho cichutko - fajna piosenka... ; >
W tej chwili zaczął burzyć ten dres: Nie widzisz ze rozmawiamy! (wstał) moze chcesz isc $#%%$%$%$ (duuuuzo przeklenstw) na zewnatrz. Ja? hm wchwycilem za ramię, i ruchem ręki posadzilem na krześle. Po co? Jestem wyzej, buduje swoja wartosc. I mowie: "Po pierwsze nie wyrażaj sie tak przy mojej partnerce, bo zapewne ani ja ani ona sobie tego nie zyczy. Po dwa, zeby zalatwiac z Toba jakie kolwiek sprawy nie musze wychodzic na zewnatrz" Cos tam jeszcze powiedzialem. Jego wartość - zmalala do zera. Zostawilem ich, posiedziala chyba 2 min i wrocila do mnie. Poszlismy znow na parkiet.

Przez reszte imprezy on mial do mnie problemy. W wc, prawie mi sie oberwalo. Chwycil mnie za koszule i cos zaczał pieprzyć. Nie bylo dziewczyn w poblizu, bylismy sami, moja meska duma wygrala. Przywarlem go do sciany: "pomniesz mi koszule gnoju!". starczylo zeby sie przestraszyl.

W pewnym momencie imprezy,... moja partnerka poszla do ubikacji. Z kolezanka. Wiem ze plakala. Dlaczego? Ten frajer zaczął jej psuc studniowke. Wiem, ze ze mna sie swietnie bawila - ale nie moglem pozwolic na to, zeby plakala. Musialem coś zrobic. Chlejus siedzi sam przy stole, ide z nim pogadać.
- zadwolony jestes?
- chcesz wyjsc na zewnatrz?
- potrzebujesz wlasciciela, zeby Cie wyprowadzil? toalety są w srodku jak chcesz (1:0 dla mnie) - Nie psuj mojej parnerce studniowki. Chcesz z nia zatanczyc? Zatancz. Chcesz z nia pogadac? Pogadaj. A moze chcesz sie ze mna napic? Nie psuj sobie, mi, a przedewszystkim jej studniowki rozumiesz?
- (wzrok na buciki)...
- rozumiesz ?
- zejdz mi z oczu...

Hah. Jak ja lubie rozwiązania słowne. od samego poczatku koles chcial sie ze mna bić. Wystarcyzlo pare zdan zeby nie miał ze mna zadnych szans. Wystarczylo - zeby bal sie do mnie podejsc.
Moja partnerka wrocila. byla smutna... od razu sie do mnie przytulila. Potrzebowala kogos bliskiego - ja nim bylem. zaczela sie jeszcze martwic ze nasz wspolny znajomy olał swoja partnerke sikiem prostym, i bawil sie caly czas z inna. Zaczalem jej tlumaczyc ze to jej studniowka, ma sie dobrze bawic, a nie brac czyichs problemow na siebie. Wypiła drinka, poszlismy sie bawic.

Do 5tej rano.


Wnioski
- pierwszy raz dostalem komplement - taki jak w tytule.
- tanczylem chyba... z 10 dziewczynami. 3 nosilem na rękach - jednak wciaz w centrum uwagi była moja. Jesli ktos prosil do tanca moja partnerke, nie robilem problemow, tylko szedlem tanczyc z inna (nie lubie siedziec przy stoliku bo... no dziwnie to wyglada jak wszyscy tancza ; ) ) a pozniej oczywiscie ja odbijalem : )
- Gdyby nie jej nachalny adorator - mogla by sobie pozwolic na wiecej ze mna. Czegos sie bala, miala jakies opory... ale nie jestem dokladnie w temacie. Ale i tak bawilem sie z nia swietnie.
- raz jak ja podnosilem, cały tyłek jej wyszedł na wierzch. a na nim - moja ręka (naprawde przypadkiem!:D)
- raz przy po-4-nym pieruecie... złapalem ja perfidnie za... pierś! (tez przypadkiem!:D) usmiechnelismy sie ; )

Generalnie bawilem sie swietnie. Wiem ze jesli cos niewychodzilo - to nie z mojej winy - i staralem sie byc jaknajlepszym parnerem. Napewno spotkam się z nią jeszcze.
Jesli to wszystko przeczytales.... wow jestes wielki;D
Źródło: sztuka-uwodzenia.pl/viewtopic.php?t=3057



Temat: Cud Miód
Fryderyk uważał, że wschody słońca w cyrku Cud Miód i Wszystkie Barwy Brzasku są rzeczywiście najbarwniejsze. Biorąc pod uwagę jego zaawansowany wiek i dotychczasową ilość oglądanych przez niego wschodów opinia Fryderyka mogłaby być naprawdę ważąca. Najpierw różowieje widnokrąg i nadaje odprężający, wesoły odcień kolorom przyczep cyrkowców i głównemu namiotowi do występów. Wszyscy jeszcze śpią kiedy Fryderyk wstaje i wychodzi ze swojej przyczepy, żeby zająć stałe miejsce na ławce przed przyczepą i obserwować świt dnia i życia. Jeżeli dzień wcześniej był występ poranek następuje około południa. Jeśli to dzień występu, trochę wcześniej. Stworzenia żyjące z przynoszenia rozrywki, których esencją życia jest zabawa, nie są zbyt pracowite. Wyjątek stanowi Samir, sprzedawca kremówek i wszystkiego innego. Jak każdego dnia przed występem, wstaje tym prawdziwym rankiem, tuż po słońcu, bierze swoją wysłużoną kankę na mleko i idzie do najbliższego gospodarstwa kupić kilka litrów mleka na bitą śmietanę do kremówek na wieczór. Fryderyk go lubi, zresztą jak większość cyrkowego bractwa. Samir zawsze ma na wszystko czas, zawsze zatrzymuje się, żeby pogawędzić, zawsze wie co, kto, jak, gdzie i po co, co niekoniecznie oznacza, że jest plotkarzem, ale złotodajnym źródłem sprawdzonych informacji. Sam nikomu nie opowiedział dlaczego właściwie zajął się przemysłem kremówkowym i dlaczego pracuje w cyrku, ale nigdy nikogo jakoś to nie interesowało. Żyje tu od lat. Nieodłączny słomkowy kapelusz z dużym rondem, lekko wyświechtana, ale zawsze nienagannie czysta koszula (dzisiaj bordowa), śniada skóra i ten uśmiech, za który nie dało się go nie kochać. Człowiek dusza, wieczny optymista i nieoceniona ostoja spokoju w problemach i konfliktach cyrkowego ludu. Nigdy nie okazuje emocji zbyt entuzjastycznie i nie przejmuje się za bardzo problemami. Kiedyś jakaś panienka od tańca brzucha puściła plotkę, że Samir wcale nie jest człowiekiem, pod ukochanym kapeluszem chowa spiczaste uszy, a po północy świeci na srebrno, ale nikt się sprawą bliżej nie zainteresował a tydzień później panienka w sposób gwałtowny opuściła szeregi cyrku i spawa rzeczywistego pochodzenia Samira poszła w zapomnienie.
- Witaj Fryderyku, jak tam noc? - szorstka ręka człowieka podrapała Fryderyka za uchem. - O! Waszti, już wstałaś?! Co tak wcześnie?
Poranki w cyrku były naprawdę rozkoszne. Ale kto by pytał o zdanie starego, czarnego i grubego kocura? Niemniej Fryderyk był zadowolony ze swojej pozycji. Zajmował zaszczytny stołek osobistego kota żony dyrektora Brzasku i nikt go nie dręczył co w dzisiejszych czasach dla kota było rzadkością. A u niektórych cieszył się dodatkowo prawdziwą sympatią, poważaniem i kawałkiem kiełbasy w południe. Ogólnie rzecz biorąc Fryderyk był zadowolony i usilnie starał się nie myśleć o tym, że piękne barwy dzisiejszego brzasku zwiastują zupełnie inne barwy zachodu słońca wraz z którym w cyrku rozpocznie się wielka feta. Gdyż dzień dzisiejszy był nie tylko dniem pierwszego występu po tygodniowej podróży i trzydniowym odpoczynku w nowym miejscu, ale i dniem urodzin dyrektora cyrku, Rodriga di Riotto.

Rodrigo był starszym już panem, zdrowo łysiejącym, zawsze elegancko ubranym, o donośnym głosie, niezłomnym charakterze i niezaprzeczalnej charyźmie. Przez lata był jedyną osobą która umiała utrzymać całość cyrku w nieźle funkcjonującej kupie, jednak od niedawna pałeczkę do prowadzenia interesu zaczął przejmować jego młody i przystojny syn Alessando, obiecujący chłopak o mocnym i głębokim głosie, regularnych męskich rysach, wyraźnej pasji do przewodzenia grupie i uwodzicielskim spojrzeniu ciemnych oczu. Niewiele w cyrku ostało się kobiet o niezłamanym przez niego sercu, a szlak przejść taboru znaczył strumień łez opuszczanych przez niego dziewcząt. Jego ojciec przymykał oko na wybryki syna, bo ostatecznie przysparzały one cyrkowi tłumu stałych wielbicielek każdego dnia wyglądających powrotu cyrku do ich miasta, które z pewnością wykupią najdroższe miejscówki, żeby tylko popatrzeć na Alessandra otwierającego wraz z ojcem wieczorny pokaz. Dzień urodzin dyrektora był wielką fetą dla całej cyrkowej rodziny. Od rana, ale niezbyt wczesnego naturalnie, przez cały dzień wokoło przyczepy di Riottów kręcił się niewielki tłumek różnego rodzaju istot pragnących złożyć dyrektorowi najserdeczniejsze życzenia zdrowia pomyślności i wręczyć jak najbardziej wymyślny i oryginalny prezent. A wszystko po to, by zapaść pozytywnie dyrektorowi w pamięć i żeby pamiętano o tobie przy najbliższej okazji przyznawania premii, czasu i kolejności występu na wieczornych pokazach. Złożenie kwiecistych życzeń i obdarowanie Rodriga pięknym prezentem było jednym z najłatwiejszych i najbezpośredniejszych sposobów na zwrócenie na siebie uwagi szefa, pod warunkiem, że umiesz wymyślić coś odpowiednio ciekawego dla człowieka który już naprawdę dużo rzeczy miał i widział w życiu, a akty własności bogatych willi w stolicy go nie interesowały.

Kiedy cyrk zaczął się budzić, a najbliższe sąsiedztwo dyrektorskiej przyczepy zaczęło się zaludniać, Fryderyk, z przyjemnym ciepłem trawionego śniadania w brzuchu, przeniósł się w bardziej zaciszne miejsce koło namiotu zielonkawego namiotu kuchennego. Co prawda pod samym namiotem przygotowania na wieczorną fetę z zaproszoną śmietanką towarzyską całego miasteczka (cyrk gościł w owej okolicy już trzeci raz, a otwarty na ludzi dyrektor wraz z grubaśną żoną całkiem nieźle znali się z miejscową arystokracją i gubernatorem) szły pełną parą, ale Fryderyk znał kąty w których jest ciepło, miękko i nitk cię z nich nie wygania. Jednak przygotowania były tak szeroko zakrojone, że z szacunkiem, ale jednak wyrzucono cyrkowego kocura na dwór gdzie wpadł prosto pod nogi wracającego z mlekiem Samira. Człowiek, zanim zniknął w kuchni, położył Fryderykowi tuż przed nosem kawałek sera.
- Co, staruszku, twoich urodzin nikt nie obchodzi.
Fryderyk jednak był zadowolony.
Źródło: cytadelaelfow.fora.pl/a/a,255.html